
Według planów koncernu do 2030 roku z pracy może odejść nawet 50 000 osób. To prawie jedna trzecia załogi w samej marce Volkswagen. Dziś firma zatrudnia około 680 000 pracowników na całym świecie. W samej Europie pracuje dla niej ponad 300 000 osób.
Redukcja etatów ma być częścią programu oszczędnościowego. Koncern chce obniżyć koszty o około 10 miliardów euro rocznie. Powodem są rosnące koszty energii, presja regulacyjna oraz ogromne wydatki na transformację klimatyczną i elektryfikację aut.
Produkcja samochodów w Europie spada od kilku lat.
W 2017 roku w UE wyprodukowano około 18,7 miliona aut. W 2023 roku było to już tylko około 14,8 miliona. To spadek o prawie 4 miliony pojazdów, czyli ponad 20%.
Jednocześnie rośnie produkcja w Azji. Same Chiny w 2023 roku wyprodukowały ponad 30 milionów samochodów. To więcej niż cała Europa i USA razem wzięte.
Koszty energii w Europie należą dziś do najwyższych na świecie. W wielu krajach UE energia dla przemysłu jest nawet 2–3 razy droższa niż w USA.
Po kryzysie energetycznym z 2022 roku ceny prądu dla przemysłu w Niemczech przekraczały chwilowo nawet 200 euro za MWh. Do tego dochodzą ogromne wydatki na cele klimatyczne.
Unia Europejska chce, aby do 2035 roku sprzedaż nowych
samochodów spalinowych została praktycznie zakończona. Oznacza to ogromne inwestycje w auta elektryczne, baterie i nowe fabryki.
Według szacunków europejskiej branży motoryzacyjnej transformacja w kierunku elektromobilności może kosztować sektor ponad 250 miliardów euro do 2030 roku.
Część tych kosztów firmy próbują pokryć poprzez redukcję zatrudnienia.
Jednocześnie sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie rośnie wolniej niż zakładano. W 2024 roku ich udział w rynku wynosił około 15–16%. To znacznie mniej niż oczekiwały instytucje unijne.
Problemem jest też konkurencja z Chin. Chińskie firmy produkują auta elektryczne nawet o 20–30% taniej niż europejscy producenci.

W efekcie coraz więcej samochodów sprzedawanych w Europie pochodzi z Azji. Przemysł motoryzacyjny to jedna z najważniejszych gałęzi gospodarki UE.
W całej Unii zatrudnia około 13 milionów osób. To prawie 7% wszystkich miejsc pracy w Europie.
Jeśli duże koncerny zaczną redukować zatrudnienie, skutki odczuje cała gospodarka. Jedno miejsce pracy w fabryce samochodów generuje średnio 3–4 miejsca pracy w firmach współpracujących.
Jednocześnie gospodarki wielu krajów UE są coraz bardziej zadłużone. Łączny dług publiczny państw strefy euro przekracza dziś 90% PKB. W niektórych krajach, takich jak Włochy czy Francja, jest to nawet ponad 110–140% PKB.
Produkcja przenosi się do krajów, gdzie energia jest tańsza, a regulacje mniej restrykcyjne.
W ostatnich latach wiele firm przemysłowych przeniosło część produkcji do USA lub Azji. Tam koszty energii i regulacji są często znacznie niższe.
Jakie to ma znaczenie dla Polski?
Niestety, ale ogromne. Nasza gospodarka jest silnie powiązana z niemieckim przemysłem motoryzacyjnym. W Polsce działa ponad 400 firm produkujących części do samochodów.
Cały sektor motoryzacyjny w Polsce zatrudnia około 400 000 osób. Wartość eksportu części i samochodów przekracza 40 miliardów euro rocznie.
Jeśli produkcja samochodów w Europie będzie spadać, uderzy to także w polskie fabryki. Mniej aut produkowanych w Niemczech oznacza mniej zamówień dla polskich dostawców.
Dlatego decyzje wielkich koncernów, takich jak Volkswagen, mogą mieć realne skutki także dla polskiej gospodarki.
W najbliższych latach może okazać się, że europejski przemysł nie jest w stanie przetrwać presji rosnących kosztów i „ambitnych” (czytaj: kuriozalnych) celów klimatycznych.





