
Na ulicach pojawiają się ludzie, którzy nie mają już siły znosić kolejnych dni bez światła, jedzenia, bez pracy i bez nadziei. W jednym z miast demonstranci podpalili lokalne biuro partii komunistycznej – symbol władzy, który dla wielu mieszkańców stał się uosobieniem bezsilności państwa wobec narastającego kryzysu.
Dni bez prądu
Jednym z najbardziej dotkliwych problemów na wyspie są przerwy w dostawach energii elektrycznej.
W wielu regionach kraju prąd znika nawet na kilkanaście godzin dziennie. Wieczorami całe dzielnice pogrążają się w ciemności.
W Hawanie i innych miastach mieszkańcy siedzą na balkonach, próbując złapać choć odrobinę chłodniejszego powietrza. W mieszkaniach nie działają wentylatory, lodówki ani pompy wodne.
Dla wielu rodzin oznacza to, że jedzenie, które udało się zdobyć po kilku godzinach stania w kolejce, psuje się już następnego dnia.
„Nie mamy prądu przez pół dnia. Jedzenie się psuje, dzieci nie mogą spać, a my nie możemy pracować” – opowiada jedna z mieszkanek Hawany.
Kolejki po jedzenie
Jeszcze przed świtem przed sklepami ustawiają się długie kolejki. Ludzie czekają godzinami, aby kupić podstawowe produkty: ryż, olej, jajka. Często jednak po kilku godzinach oczekiwania okazuje się, że półki są puste. Dla wielu Kubańczyków codzienne życie stało się walką o przetrwanie. Jedna z matek opisuje swoją sytuację w prostych słowach:
„Mam dwójkę dzieci. Czasami jedzą tylko raz dziennie. Nie dlatego, że nie chcę im dać więcej, ale dlatego, że nie mam co im dać”.
Gniew na ulicach
W ostatnich tygodniach frustracja społeczna zaczęła przeradzać się w otwarty gniew. W kilku miastach mieszkańcy wyszli na ulice, protestując przeciwko braku prądu i żywności. Demonstranci skandowali hasła domagające się poprawy warunków życia. W niektórych miejscach doszło do starć z policją.
Ludzie wyszli nocą na ulicę, zaczęli walić w garnki i patelnie – dla wielu Kubańczyków jest to jedna z niewielu form publicznego sprzeciwu, zwana „cacerolazo” by wyrazić złość z powodu braku jedzenia.
Tymczasem studenci Uniwersytetu w Hawanie zorganizowali w poniedziałek protest okupacyjny po zawieszeniu zajęć z powodu ograniczeń energetycznych.
„Boimy się, ale jednocześnie nie możemy już dłużej tak żyć” – mówi jeden z młodych demonstrantów.

Decyzja Trumpa wobec Kuby
Po operacji w Wenezueli administracja Donalda Trumpa ogłosiła kolejne działania wymierzone w Kubę.
Waszyngton zapowiedział ograniczenie transferów wenezuelskiej ropy i funduszy, które przez lata trafiały z Caracas do Hawany w ramach współpracy gospodarczej między Wenezuelą i Kubą.
Relacje między rządami w Caracas i Hawanie były od lat bardzo bliskie. Kuba wspierała Wenezuelę m.in. poprzez doradców wojskowych i współpracę służb bezpieczeństwa, natomiast Wenezuela dostarczała Kubie ropę na preferencyjnych warunkach.
Decyzja USA o ograniczeniu tych transferów ma więc poważne konsekwencje gospodarcze dla Kuby, która w dużej mierze polegała na dostawach taniej energii z Wenezueli.
29 stycznia Trump podniósł stawkę, aby odciąć Kubie możliwość importu paliw kopalnych z innych krajów. Wyrok groził karami gospodarczymi wobec każdego państwa, który dostarczałby Kubie ropę, bezpośrednio lub pośrednio.
Starzejąca się sieć energetyczna Kuby jednak w dużej mierze opiera się na paliwach kopalnych – w efekcie elektrownie często ulegają awariom, a sieć energetyczna działa na granicy możliwości powodując przerwy w dostawie energii.
Podczas wystąpień na początku tego miesiąca Trump groził, że Kuba będzie „następna” po zakończeniu wojny USA z Iranem.
„Kuba jest na końcu drogi” – powiedział Trump.
„W miarę jak dokonujemy historycznej transformacji w Wenezueli, czekamy również z niecierpliwością na wielką zmianę, która wkrótce nadejdzie na Kubę.”
Działania Trumpa nie doprowadziły do zmian politycznych na wyspie, a jedynie pogłębiły problemy gospodarcze i społeczne doprowadzając ludzi do głodu.
Kuba przeżywa dziś jeden z najtrudniejszych okresów od wielu lat. Historia tego kraju pokazuje brutalną prawdę o współczesnej polityce międzynarodowej. Prezydent Kuby, Miguel Díaz Canel, ogłosił w ogólnokrajowej telewizji, że ulegli presji i oficjalnie prowadzi negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi.
Sankcje gospodarcze często przedstawiane są jako narzędzie nacisku politycznego – w praktyce jednak ich skutki odczuwają przede wszystkim zwykli ludzie.





