
Tuż przed wyborami strona premiera Węgier Viktora Orbána na Facebooku według Mario Nawfala (X) odnotowała drastyczny spadek interakcji.
Nawfal twierdzi, że były pracownik Meta, który obecnie pracuje dla opozycyjnej partii Tisza, zachęca do masowego zgłaszania strony i treści Orbana na FB, co może być przyczyną spadku interakcji.

Jeśli największa węgierska platforma społecznościowa będzie nadal ograniczać treści Orbana, podczas gdy konta opozycji będą wydawały się wyolbrzymione przed wyborami, pojawią się poważne pytania o wolność słowa i integralność demokratyczną. – Napisał Nawfal na X.
Nawfal oskarża FB o działania na korzyść węgierskiej opozycji.
W podobnej sytuacji tuż przed wyborami, znalazła się strona na FB „The European Conservative” która została niedawno zablokowana.
„The European Conservative” to wpływowy magazyn opiniotwórczy, który przedstawia wydarzenia z perspektywy konserwatywnej, wyraża sceptycyzm wobec nadmiernej centralizacji UE, kładzie nacisk na suwerenność państw narodowych i jest jednym z wielu głosów w debacie europejskiej, obok mediów liberalnych czy centrowych – agencja jest finansowana przez węgierską organizację rządową.
„BEZWSTYDNY atak na ‚The European Conservative’ jest w toku. Meta zbanowała naszą stronę na Facebooku za „naruszenie standardów społeczności”. Mówienie prawdy wobec mediów głównego nurtu zostało uciszone cenzurą. Teraz odwołujemy się od decyzji, zobaczymy, jak to się dalej potoczy!” – napisano na portalu X.
Wybory pod presją algorytmów. Rośnie ryzyko cenzury na świecie
Współczesne wybory coraz rzadziej rozstrzygają się wyłącznie przy urnach. Coraz częściej ich wynik kształtuje się wcześniej – w internecie, w mediach społecznościowych i w systemach, które decydują o tym, co widzą wyborcy.
Nowe narzędzia analityczne pokazują, że to nie jest już tylko teoria. Platforma taka jak Voidly Election Risk Briefings monitoruje ryzyko cenzury i zakłóceń informacyjnych aż w 126 krajach, wykorzystując dane z wielu źródeł oraz modele prognozujące możliwe ograniczenia dostępu do informacji.
To podejście pokazuje skalę zjawiska. Analiza nie opiera się wyłącznie na pojedynczych przypadkach blokad czy usuwania treści.
Łączy dane o aktywności platform społecznościowych, decyzjach regulatorów, zmianach w algorytmach, a także o przypadkach wyłączania internetu czy ograniczania dostępu do mediów.
Na tej podstawie powstaje mapa ryzyka, która wskazuje, gdzie przed wyborami może dojść do zakłóceń przepływu informacji.
Najbardziej niepokojące jest to, że ryzyko to nie dotyczy wyłącznie krajów autorytarnych. Coraz częściej obejmuje państwa demokratyczne, gdzie formalnie obowiązuje wolność słowa. Różnica polega jedynie na metodach.
Tam, gdzie kiedyś stosowano otwartą cenzurę, dziś częściej wykorzystuje się subtelniejsze techniki: ograniczanie zasięgów, zmiany w widoczności treści, selektywną moderację czy manipulowanie trendami.
Modele wykorzystywane przez Voidly próbują przewidywać tzw. „momenty zamknięcia”, czyli sytuacje, w których przepływ informacji zostaje nagle ograniczony.
Może to być chwilowe wyłączenie internetu, blokada określonych platform lub gwałtowna zmiana zasad moderacji treści. Takie działania często pojawiają się tuż przed wyborami lub w ich trakcie, kiedy dostęp do informacji ma kluczowe znaczenie.

W praktyce oznacza to, że wyborcy mogą otrzymywać obraz rzeczywistości, który jest częściowo filtrowany. Niektóre treści zyskują większą widoczność, inne znikają z pola widzenia.
W efekcie debata publiczna przestaje być spontaniczna, a zaczyna być kształtowana przez mechanizmy, których działania nie są w pełni przejrzyste.
Zjawisko to ma także wymiar globalny. W świecie, gdzie kilka dużych platform kontroluje przepływ informacji dla miliardów ludzi, decyzje podejmowane w jednym miejscu mogą mieć wpływ na procesy polityczne w wielu krajach jednocześnie.
To tworzy nowy rodzaj zależności – między demokracją a technologią.
Wnioski płynące z analiz są jednoznaczne. Ryzyko zakłóceń informacyjnych przed wyborami rośnie, a narzędzia do ich wykrywania dopiero się rozwijają.
Oznacza to, że systemy demokratyczne wchodzą w nową fazę, w której walka o władzę toczy się nie tylko na poziomie politycznym, ale również technologicznym.
Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy społeczeństwa nadążą za tymi zmianami? Bo jeśli nie, to wybory przyszłości mogą być mniej przejrzyste, niż się nam dziś wydaje.





