
W Polsce w 2025 roku chińskie samochody pojawiły się na naszych drogach w znacznie większej liczbie niż jeszcze kilka lat temu.
Dane z rejestracji wskazują, że w całym 2025 roku
sprzedano około 49 tys. chińskich aut osobowych, co stanowiło już dobry procent wszystkich nowych pojazdów w kraju.
W samym grudniu chińskie marki stanowiły nawet około 14,5 %
wszystkich nowych rejestracji.
To wynik, który kilka lat temu wydawałby się mało realny – dziś chińskie auta są widoczne na parkingach i na ulicach miast coraz częściej.
Analitycy przewidują, że ich liczba będzie dalej rosła i w kolejnych latach może dojść nawet do kilkuset tysięcy nowych egzemplarzy rocznie na polskim rynku.
Taki wzrost zainteresowania pojazdami z Chin nie jest przypadkiem.
Są one często tańsze niż wiele konkurencyjnych modeli, a także oferują nowoczesne technologie – zwłaszcza w
segmencie samochodów elektrycznych.
Ich jakość (zwłaszcza w stosunku do ceny) jest naprawdę wysoka. Polacy chętnie korzystają z tych ofert, co widać na parkingach salonów dealerskich i w sondach sprzedaży.
Jednak niedawno polskie wojsko wprowadziło zakaz wjazdu chińskich pojazdów na bazy wojskowe.
Decyzja ta zaskoczyła wielu kierowców i stała się głośnym tematem w mediach.

Oficjalnie zakaz został ogłoszony przez Sztab Generalny Wojska Polskiego, który argumentuje to względami bezpieczeństwa.
Według wojskowych nowoczesne samochody – nie tylko chińskie – są bardzo zaawansowanymi „komputerami na kółkach”.
Mają kamery, mikrofony, GPS, moduły Bluetooth i łączność sieciową.
Takie systemy mogą gromadzić wiele informacji, w tym o otoczeniu pojazdu, jego trasach i działaniach użytkownika.
Wojsko uważa, że wrażliwe dane mogłyby trafić w niepowołane ręce poprzez te systemy – zwłaszcza jeśli pochodzą od producentów z kraju, który uważany jest za ryzyka w kontekście bezpieczeństwa.
Dlatego zakaz dotyczy wszystkich chińskich aut osobowych wjeżdżających na obiekty o podwyższonym rygorze – czyli do miejsc, gdzie przechowywane są ważne informacje lub
znajduje się strategiczne wyposażenie.
Równocześnie wojsko zabroniło również podłączania służbowych telefonów do systemów infotainment w tych samochodach, aby zmniejszyć ryzyko przecieku informacji.
To nie oznacza jednak, że chińskie auta są zakazane na wszystkich terenach wojskowych – na przykład placówki dostępne dla ludności jak szpitale wojskowe, biblioteki czy kluby garnizonowe są poza tymi restrykcjami.
Powstaje więc pytanie: czy naprawdę wprowadziliśmy do kraju „szpiegów”? Tu warto podejść do tematu spokojnie i bez sensacji.
Sam fakt, że auta mają kamery czy łączność z Internetem, nie
znaczy automatycznie, że przesyłają dane do chińskiego wywiadu.
Nowoczesne samochody wszystkich marek mają swoje systemy, które zbierają dane, choć zwykle robią to w celu
poprawy usług producenta, a nie w celu szpiegowania.
Eksperci zwracają uwagę, że decyzja wojska – przynajmniej na tym etapie – ma charakter zapobiegawczy i profilaktyczny.
Wojsko stosuje środki, które mają chronić informacje o znaczeniu strategicznym, co w świetle przepisów o ochronie tajemnic państwowych ma swoje uzasadnienie.
Jednocześnie widać, że polskie służby bacznie obserwują rynek i starają się dostosować zasady bezpieczeństwa do rosnącej roli zaawansowanych technologii.
Niektórzy komentatorzy ostrzegają także przed innymi zagrożeniami, które mogą wynikać z tzw. Internetu Rzeczy (IoT), czyli urządzeń codziennego użytku podłączonych do sieci.
To nie tylko auta, ale także smartfony, inteligentne zegarki czy domowe urządzenia – wszystko to zbiera dane.
Pytanie, które wielu z nas powinno sobie zadać, brzmi: jak zabezpieczyć swoje informacje i prywatność w świecie, w którym technologia jest wszędzie?
W dzisiejszych czasach mówiąc skromnie i łagodnie- jest to trudne.
Na koniec warto pamiętać, że choć temat budzi emocje, to decyzje wojskowe nie oznaczają automatycznie, że każdy chiński samochód jest narzędziem szpiegowskim.
Z drugiej zaś strony mieliśmy już w historii sytuacje, w których nasze dane miały być bezpieczne i przez nikogo niewykorzystywane, a tak się jednak nie stało.





