• FELIETON

27 lutego 2026

Czy ewentualne uderzenie na Iran to faktycznie tylko kwestia czasu, czy może geopolityczna pułapka bez wyjścia?

Przeprowadziłem wnikliwe badanie sytuacji i muszę podkreślić, że Iran to nie Irak – to potężna, górzysta twierdza, która czyni każdą inwazję lądową logistycznym koszmarem.

fot/pexels

Dowiedziałem się, że irańska administracja jest przygotowana na najgorsze: każdy urzędnik ma wyznaczonych czterech zastępców, co zapewnia ciągłość władzy nawet po eliminacji liderów.

Takie systemowe zabezpieczenie sprawia, że punktowe ataki nie paraliżują państwa, a jedynie potęgują chaos bez zmiany układu sił.

Największym problemem jest jednak brak realnej alternatywy politycznej, która mogłaby przejąć stery po ewentualnym upadku obecnego reżimu.

​W tym kontekście przypominam o doktrynie Colina Powella: nie wolno wchodzić do kraju, jeśli nie ma się kogoś, kim można zastąpić obalaną władzę.

Amerykańska opinia publiczna, wciąż straumatyzowana klęską w Afganistanie, jest obecnie wyjątkowo niechętna angażowaniu się w kolejne, niekończące się konflikty.

Choć na horyzoncie widać potężną armadę powietrzną i morską, same długotrwałe naloty rzadko prowadzą do realnej zmiany reżimu.

Istnieje uzasadniona obawa, że taka kampania doprowadziłaby jedynie do „syryzacji” Iranu, zamieniając go w kraj kompletnie zdruzgotany i rozbity wewnętrznie.

fot/pexels

Nawet jeśli Mossad przeprowadzi spektakularną akcję eliminacji liderów, skutki dla stabilności regionu mogą być nieprzewidywalne.

Zastanawiam się też, jak zareaguje ludność cywilna – historia uczy, że obce bomby zazwyczaj jednoczą naród wokół dotychczasowej władzy.

Prodemokratyczne nastroje protestujących mogą błyskawicznie zmienić się w zaciekły opór przeciwko najeźdźcy w obronie własnej ziemi.

​Analizując sytuację wewnętrzną w USA, widzę, że Donald Trump musi balansować na bardzo cienkiej linii politycznej.

Jego poparcie wśród twardego elektoralu pozostaje niezmiennie wysokie, oscylując wokół 45% w skali całego kraju, co daje mu ogromną siłę przebicia.

Jednak fundamentem jego kampanii była stanowcza obietnica, że Ameryka nie będzie angażować się w żadne wojny daleko poza swoimi granicami.

Każda próba otwartego ataku na Iran mogłaby zostać odebrana jako złamanie tej kluczowej deklaracji wyborczej, na którą czekali jego wyborcy.

Amerykanie i ekonomiści oczekują skupienia się na naprawie gospodarki, a nie na miliardowych wydatkach na operacje militarne. 

Przypuszczam, że może nastąpić uderzenie lotnicze lub rakietowe, Iran też odpowie podobnym atakiem i ponownie nastąpią rozmowy pokojowe niż realna zapowiedź wojny totalnej.  

Autor: Przetrwanie Kryzysu