
Nagrywanie filmów w ostatnich latach pozwoliło zarobić miliony młodemu pokoleniu.
Zachód jak zwykle idzie dalej. Tam modni stają się AI-influencerzy, czyli wirtualne postacie tworzone przez agencje marketingowe, zdobywają miliony obserwujących.
Jednym z najbardziej znanych przykładów jest Lil Miquela.
To cyfrowa dziewczyna, która „mieszka” w Los Angeles, promuje modę i współpracuje z globalnymi markami. Choć nie istnieje w rzeczywistości, jej profil śledzą miliony ludzi.
Za takimi projektami stoją wyspecjalizowane firmy. Jedną z nich jest Brud, która współtworzyła Lil Miquelę. To zespół grafików, scenarzystów i specjalistów od marketingu.
Tworzą oni spójną historię postaci, jej charakter, styl i „życie” w mediach społecznościowych.
Dlaczego marki wchodzą w to tak chętnie? Bo wirtualny influencer jest w pełni kontrolowalny. Nie ma skandali, nie zmienia nagle poglądów, nie publikuje kontrowersyjnych wpisów bez zgody agencji.
Każde zdjęcie i każde słowo są zaplanowane. Mówiąc wprost- robi co mu się każe.
Do tego dochodzi kwestia kosztów i elastyczności. Cyfrową postać można umieścić w dowolnym miejscu na świecie bez podróży i logistyki. Sesja zdjęciowa w Paryżu czy Tokio powstaje przy komputerze. To oszczędność czasu i pieniędzy.
Szacuje się, że topowi AI-influencerzy generują przychody liczone w milionach dolarów rocznie. Zarabiają na reklamach, współpracach z markami i sprzedaży własnych produktów.
Dla odbiorcy różnica między prawdziwą a wirtualną twarzą bywa coraz mniej widoczna. Pozostaje więc postawić sobie pytanie: kto pozwala na to, aby to się działo.
Cóż, tutaj nikt nikogo nie zmusza, a statystyki są przerażające. Wspomniana Lil Miquela ma tysiące aktywnych fanów na
swoich mediach społecznościowych.
Wystarczy wejść na „jej” Instagrama i sprawdzić ilość komentarzy pod zdjęciami. Jak widać, model zastąpienia człowieka sztuczną inteligencją ma się coraz lepiej, a ludność nie sprzeciwia się temu zabiegowi.
Czy obecni Influencerzy mają się czego bać?
Wszystko wskazuje na to, że tak. Może nie jest to zagrożenie, które nastąpi jutro. Widać jednak, że proces trwa niczym „powolne gotowanie żaby”.
A skoro Influencera może zastąpić AI influencer to co z kolejnymi branżami? Czy człowiekowi nie jest już potrzebny drugi człowiek?





