
Odwołuje się do przekonania, że państwa potrafią racjonalnie kalkulować ryzyko, a demonstracja siły działa odstraszająco.
W perspektywie historycznej okazuje się jednak, że przygotowania do wojny rzadko miały charakter czysto defensywny.
Państwa zbroiły się nie tyle po to, by uniknąć konfliktu, ile by być gotowymi do wojen, które następnie same inicjowały i prowadziły. „Pokój” oznaczał w tym ujęciu bezpieczeństwo własnego terytorium i własnych interesów, osiągane kosztem destabilizacji i przemocy przenoszonej poza własne granice.
Wojna była więc nie tylko zaprzeczeniem tej zasady, ale także jej konsekwencją. Historia największych konfliktów XX wieku pokazuje, że ta strategia miała jednak charakter krótkowzroczny i nietrwały.
Wojny, które miały pozostać „zewnętrzne”, prędzej czy później wracały do “wnętrza”, obejmując terytoria tych, którzy je wywołali.
Obecny trend światowy – przestawianie się z trybu pokojowego na konfrontacyjny i siłowy – raczej nie wróży nam niczego dobrego.
Niestety – nihil novi sub sole. Historia niczego nas nie nauczyła. Ponadto: Zasada „chcesz pokoju, szykuj się na wojnę” opiera się na założeniu, że państwa działają racjonalnie, potrafią chłodno kalkulować koszty i zyski oraz że wojna jest dla nich ostatecznością, uruchamianą wyłącznie wtedy, gdy inne środki zawiodą.
Historia pokazuje jednak, że to założenie jest w dużej mierze fałszywe. Państwo nie jest jednym, logicznie myślącym podmiotem, lecz zbiorem rywalizujących elit politycznych, wojskowych, ekonomicznych i medialnych, które kierują się własnymi interesami, emocjami i lękami.
W takich warunkach decyzje o wojnie znacznie częściej zapadają pod wpływem strachu, presji i błędnych wyobrażeń niż w wyniku racjonalnej analizy sytuacji.
Większość wielkich konfliktów XX wieku wybuchła nie dlatego, że wojna była opłacalna (ostatecznie okazywała się katastrofą, która zrujnowała całą Europę – o setkach milionów zabitych ludzi nie wspominając) , lecz dlatego, że przywódcy i społeczeństwa źle ocenili sytuację, a niektórzy ulegli nawet paranoi.
Przeceniano zagrożenie ze strony przeciwnika, demonizowano go i zakładano jego najgorsze możliwe intencje. Zbrojenia, które w teorii miały odstraszać, w praktyce były interpretowane jako zapowiedź ataku, co prowadziło do logiki uprzedzającego uderzenia.
W ten sposób mechanizm odstraszania stawał się samospełniającą się przepowiednią: im więcej przygotowań do wojny, tym większe przekonanie, że wojna jest nieunikniona.

Gdy konflikt już wybucha, racjonalność ustępuje miejsca temu, co można wręcz nazwać zbiorowym szaleństwem. Emocje wypierają kalkulację, kompromis zaczyna być postrzegany jako zdrada, a eskalacja nabiera własnej dynamiki, której nikt nie potrafi zatrzymać.
Wojny planowane jako krótkie i ograniczone przeradzają się w wieloletnie katastrofy, ponieważ żadna ze stron nie jest w stanie wycofać się bez utraty prestiżu lub władzy (np. Wietnam vs. USA, Ukraina vs. Rosja).
Historia I i II wojny światowej, wojny wietnamskiej czy wielu innych konfliktów pokazuje, że po przekroczeniu pewnego progu logika wojny zaczyna rządzić się własnymi prawami, niezależnymi od pierwotnych celów.
Dodatkowo obraz ten komplikuje fakt, że choć wojna rzadko bywa racjonalna z punktu widzenia społeczeństw czy stabilności międzynarodowej, bywa racjonalna dla wąskich grup interesu.
W konfliktach takich jak wojny w Afganistanie czy Iraku (a ostatnio w Ukrainie) pojawiają się tacy, którzy czerpią z nich wymierne korzyści finansowe i polityczne: przemysł zbrojeniowy, prywatni kontraktorzy, elity umacniające swoją pozycję w warunkach permanentnego kryzysu.
To sprawia, że decyzje o wojnie mogą być popychane naprzód przez lokalnie racjonalne kalkulacje, które w skali całego systemu prowadzą do irracjonalnej destrukcji.
W efekcie zasada „chcesz pokoju, szykuj się na wojnę” okazuje się wewnętrznie sprzeczna. Skoro opiera się na racjonalności państw, a doświadczenie historyczne pokazuje, że wojny wybuchają głównie na skutek strachu, paranoi i interesów mniejszości, to przygotowania do wojny nie gwarantują pokoju.
Przeciwnie, dostarczają paliwa mechanizmom eskalacji, które w odpowiednim momencie mogą wymknąć się spod kontroli i doprowadzić do konfliktu, którego nikt w pełni nie chciał i którego nikt nie potrafi już zatrzymać.
Autor; Stanisław Błaszczyna





