• FELIETON

3 marca 2026

Najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla powodzenia operacji powietrznej przeciw Iranowi

Kluczowym elementem przetrwania reżimu w Iranie jest IRGC - Korpus Strażników Rewolucji i podległe mu milicje obyczajowe.

fot/pexels

Najwyższy Przywódca Chamenei był strategicznie martwy na długo przed swoją faktyczną śmiercią.

Ostatnie dwadzieścia lat to rosnąca, militarna niezależność IRGC, który stał się czymś w rodzaju centralnego układu nerwowego starego porządku.

Coraz starszy Chamenei przestał się interesować sprawami wojskowymi. Iran właściwie przypomina teraz państwo wojskowe odziane w szaty teologiczne.

Miarą sukcesu sojuszników, czyli USA i Izraela, będzie to, jak szybko będą w stanie wyeliminować kluczowe zdolności organizacyjne Iranu do zmasowanej i skoordynowanej odpowiedzi na ataki.

Pierwsze godziny dowodzą, że struktura dowodzenia została głęboko porażona. Śmierć wielu dowódców spowodowała chaos i lokalni dowódcy irańscy rzucają setki rakiet i dronów do ataków na wszystko i wszystkich dookoła.

Śmierć doświadczonych dowódców zakłóca koordynację, wywołuje szok i komplikuje wymianę kadry dowodzenia.

Decydującym w Iranie nie jest jednak to, kto kontroluje armię, ale czy Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej będzie w stanie utrzymać swój potencjał i łańcuchy dostaw z Chin.

Czy Stany Zjednoczone i Izrael zniszczą wyrzutnie szybciej, niż Iran jest w stanie je rozproszyć; czy zablokują kompleksy tuneli budowanych latami przy pomocy komunistów z Korei; czy zniszczą linie produkcyjne dronów i magazyny, zmniejszając tempo, moc i celność irańskiej salwy.

Dla każdej dyktatury wymiana ludzi jest łatwiejsza niż odbudowa infrastruktury wojskowej. Strategiczny sukces leży zatem w demontażu mechanizmów podtrzymujących operacje wojskowe IRGC.

Jak dotąd, tempo i zasięg geograficzny ataków Iranu sugerują, że jego operacyjne zdolności ataków rakietowo-dronowych nadal istnieją, ale najblliższe godziny pokażą czy ich intesywnośc zacznie spadać w sposób zauważalny, zanim sojusznicy wyczerpią swoje zapasy pocisków antyrakietowych.

W atakach tych uczestniczyły setki rakiet i dronów. Jeżeli te skoordynowane ataki na dużą odległość będą utrzymywane, oznacza to, że ciągłość dowodzenia skomplikowanymi operacjami jest wciąż zachowana.

Przecież wymagają one specjalnych uprawnień, sprawnej logistyki, bezpiecznej łączności i skoordynowanego wykonania. Systemy obrony powietrznej krajów arabskich, Izraela, a nawet Stanów Zjednoczonych nie są nieskończone.

Izraelskie źródła wskazują, że 700 lotów bojowych w ciągu 36 godzin (imponujące) zmniejszyło irański zapas transporterów wyrzutni pocisków balistycznych o około połowę.

Oprócz wyrzutni, operacja Epic Fury musi bezwzględnie niszczyć wejścia do tuneli, gdzie Iran ukrył swoją infrastrukturę rakietową.

Moim zdaniem, niezwykle istotna jest tez analiza, kogo i czego sojusznicze siły nie atakują w Iranie.

Jestem przekonany, że do mediów nie trafiają informacje, jakie plany ma Waszyngton i Tel Awiw wobec niektórych polityków i dowódców, którzy nie zostali zaatakowani.

Kluczowym jest tu także status Artesh – czyli regularnych sił zbrojnych Iranu i jego dowódców. Siły te są odrębne od Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Jeśli ich potencjał i struktura dowodzenia pozostaną nienaruszone, to z pewnością nie będzie to zbieg okoliczności.

Armia regularna może stać się kluczowym czynnikiem transformacji Iranu po wojnie. Przyszłość jest jednak w ruchu … mocno zamazana.

Autor; Roman Pleszyński