
Irańscy przywódcy nie dadzą za wygraną. Nie postrzegają siebie jako zwykłych autokratów, kurczowo trzymających się władzy.
W swojej teologii postrzegają siebie jako osoby wykonujące wolę Allaha. To bardzo wygodna argumentacja, bo represje stają się boskim obowiązkiem.
Najwyższy Przywódca ajatollah Ali Chamenei nie jest tylko postacią polityczną.
Jest strażnikiem rewolucji islamskiej, którą uważa się za usankcjonowaną przez Boga. Tak jest od 1979 roku i nazywa się to welajat-e faqih – rządy jurysty islamskiego.
Kiedy irańskie siły bezpieczeństwa strzelają do tłumów, reżim nie postrzega siebie jako tłumiącego opozycję polityczną, lecz jako tłumiącego herezję i bunt przeciwko porządkowi Boga.
Protestujący są rutynowo określani mianem „zepsuci na ziemi”, co jest określeniem z Koranu, historycznie używanym do uzasadnienia surowych kar.
Publiczne potępienie i apele moralne z całego świata nie poruszą Teheranu.
Jego przywódcy wierzą, że wytrwałość, poświęcenie i przemoc to cnoty – zwłaszcza gdy służą one podtrzymaniu rewolucji islamskiej.
Na szczęście, nawet reżimy oparte na pewności religijnej mogą się załamać, gdy ich struktury władzy ulegną rozpadowi.

W Iranie masowe protesty zdarzały się już wcześniej. W 2009 roku Ruch Zielonych zagroził reżimowi po spornych wyborach.
W 2022 roku wybuchły ogólnokrajowe protesty po śmierci Mahsy Amini, 22-letniej Iranki, która zmarła w areszcie policji moralności po zatrzymaniu za rzekome naruszenie irańskich przepisów dotyczących hidżabu.
Za każdym razem jednak reżim przetrwał.Tym razem gospodarka jest w znacznie gorszym stanie.
Iran zmaga się z ciągłą dewaluacją waluty, bezrobociem i inflacją, które zdruzgotały klasę średnią i podważyły legitymację państwa.
Presję tę potęguje pogłębiający się kryzys wodny, który sparaliżował rolnictwo, nadwyrężył życie w miastach i podsycił niepokoje w wielu prowincjach.
Poza przyczynami ekonomicznymi, są jeszcze klęski Iranu w regionie. Izrael zdemontował Hamas, Hezbollah, Syrię i odizolował Huti. Zginęli wysocy rangą irańscy dowódcy.
Obrona powietrzna została spenetrowana, infrastruktura rakietowa i dronowa sparaliżowana. Mit o nietykalności Iranu i jego militarnej potędze – starannie pielęgnowany przez dekady – został teraz poważnie nadszarpnięty.
Od czego zależy powodzenie protestów w Iranie? Od Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i jego paramilitarnej organizacji Basidż.Żadna instytucja nie ma obecnie większego znaczenia.

Basidżowie nie są konwencjonalną siłą militarną, lecz ogólnokrajową siecią kontroli populacji i wewnętrznego nadzoru.
Osadzeni w dzielnicach, na uniwersytetach, w fabrykach i meczetach, monitorują oni sprzeciw, identyfikują organizatorów protestów i szybko podejmują działania w celu ich zastraszenia lub zatrzymania – często zanim demonstracje zdążą się rozprzestrzenić. Określani jako „oczy i uszy” reżimu.
Podczas wcześniejszych zamieszek oddziały Basidż odegrały kluczową rolę w tłumieniu oporu poprzez pobicia, aresztowania i ścisłą współpracę z siłami bezpieczeństwa IRGC.
Ich wartość dla reżimu leży nie w sile na polu bitwy, ale we wszechobecności i ideologicznej lojalności. Ich misją jest kontrolowanie sprzeciwu na poziomie lokalnym – zanim stanie się on ogólnokrajowy.
Dopóki Basidż pozostanie lojalny i skuteczny w miastach, dzielnicach i na kampusach, reżim będzie w stanie stłumić niepokoje. Jeśli zawahają się, zdezerterują lub wycofają, władza Teheranu gwałtownie osłabnie.
Jeżeli reżim jest zmuszony do szerokiego wykorzystania Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w celu utrzymania porządku, oznacza to, że lokalna kontrola zawiodła – i że system jest pod znacznie większym obciążeniem.
IRGC kontroluje armię i funkcjonuje jako imperium gospodarcze. Poza bezpieczeństwem wewnętrznym, IRGC kształtuje również politykę zagraniczną Iranu – nadzorując siły rakietowe, regionalne siły zbrojne i operacje zagraniczne.

Jego celem jest obrona rewolucji za granicą, podczas gdy Basidż ma kontrolować społeczeństwo w kraju.
W ciągu ostatnich trzech dekad IRGC wkroczyło w najważniejsze irańskie sektory przemysłu – energetykę, budownictwo, telekomunikację, transport, porty i czarny rynek finansowy.
Całe sektory irańskiej gospodarki są obecnie zależne od firm i fundacji kontrolowanych przez IRGC.
Mają wszelkie powody, by bronić reżimu, który go wzbogacił, ale przedłużająca się niestabilność, sankcje i załamanie gospodarcze zagrażają aktywom kontrolowanym przez Gwardię.
W pewnym momencie instynkt samozachowawczy może zdecydować o porzuceniu ajatollahów na rzecz innego reżimu, w którym zachowają swój stan posiadania.
Przyszłość Iranu może zależeć mniej od tego, co robią protestujący na ulicach, a bardziej od tego, kogo ostatecznie Korpus zdecyduje się poprzeć.
Trzy wyniki wydają się mniej lub bardziej prawdopodobne:
1. Basidż utrzyma lokalną kontrolę, podczas gdy IRGC wspierałoby Najwyższego Przywódcę, umożliwiając reżimowi tłumienie sprzeciwu i narzucanie porządku przytłaczającą siłą.
To ocaliłoby Republikę Islamską i przedłużyło jej rozkład.
2. Utrzymanie ciągłości, ale bez dominacji duchowieństwa. Odsunąć starzejących się duchownych na rzecz wojskowo-nacjonalistycznego przywództwa, które zachowałoby podstawowe struktury władzy, jednocześnie pozbywając się najbardziej niepopularnych postaci religijnych reżimu. System pozostałby nadal dyktatorski – na zewnątrz byłaby to zmiana kosmetyczna.
3. Rozłam. Jeśli Basidż rozpadnie się a IRGC zawaha się przed szeroką interwencją – wewnętrzna kontrola reżimu może szybko się rozpaść. Uważam, że to najmniej prawdopodobny scenariusz, ale niesie za sobą ogromne zmiany systemowe.
Rewolucje zazwyczaj kończą się sukcesem nie dlatego, że tłumy stają się większe, ale dlatego, że siły bezpieczeństwa w końcu przestają wykonywać rozkazy. Pytanie kluczowe: czy w Iranie to możliwe?
Nawoływanie do amerykańskiej interwencji jest obarczone ogromnym ryzykiem i bardzo złożonymi konsekwencjami międzynarodowymi. (świat arabski, Chiny, Rosja – sojusznicy Iranu) oraz tradycyjna niechęć społeczeństwa do USA i Izraela.
Stany Zjednoczone nie powinny dążyć do „rządzenia Iranem”, zmiany jego kultury ani narzucania przywódcy. Chyba, że sami Irańczycy wymuszą takie zmiany.

TRUMP MA HISTORYCZNĄ SZANSĘ, BY POMÓC OBALIĆ IRAŃSKI REŻIM NIENAWIDZĄCY AMERYKI, ale to będzie trudne.
Należy bezlitośnie demaskować represje, ujawniać okrucieństwa, zapewnić Irańczykom dostęp do internetu.
Sankcje powinny koncentrować się na konkretnych jednostkach IRGC, dowódcach Basidż, sędziach i funkcjonariuszach służb bezpieczeństwa odpowiedzialnych za zabójstwa i masowe aresztowania.
Kara zbiorowa w postaci sankcji na cały Iran może jedynie wzmacniać propagandę reżimu.
Wydający rozkazy przemocy, dowódcy, przywódcy religijni powinni znaleźć się pod presją niespodziewanego ataku precyzyjnego, po którym przejdą do wiecznej niepamięci.
Po czwarte, należy zapobiegać eskalacji zewnętrznej. Teheran może próbować zjednoczyć naród poprzez konfrontację za granicą.
Silna regionalna obrona przeciwrakietowa, bezpieczeństwo morskie i koordynacja sojusznicza ograniczają zdolność reżimu do zmiany sytuacji za pomocą wojny.
W końcu, spróbować zdruzgotać niezwykle skuteczną międzynarodową propagandę irańską, która zyskuje mu na całym świecie niemałe poparcie.
Izrael dopiero niedawno zreflektował się i zorientował, jak bardzo zaniedbał arabska propagandę, co doprowadziło do (absurdalnego, ale jednak) przekonania milionów ludzi na całym świecie, że wobec ludności arabskiej uprawia ludobójstwo.
Dlatego ważne jest, aby zneutralizować wpływy lewicowych i liberalnych mędrców, których jedynym argumentem jest zazwyczaj trywialne sprowadzenie polityki zagranicznej do: skoku na ropę i kasę.
Władcy Iranu wierzą, że wypełniają wolę boską. To czyni ich niebezpiecznymi i upartymi.
Ale to nie czyni ich nieśmiertelnymi. Każdy reżim rewolucyjny prędzej czy później znajdzie się w sytuacji, gdy strach przestaje działać, kończą się pieniądze, a lojalność pęka.
Czy Iran może zbliżać się do tego momentu już teraz – trudno powiedzieć.
Otwarta interwencja militarna to gigantyczne ryzyko.Kluczem stają się decyzje w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej.
Jeżeli Gwardia dojdzie do wniosku, że jej przyszłość leży w rękach ludu, a nie duchownych, Iran może wreszcie otworzyć nowy rozdział. Jeśli tego nie zrobi, represje będą trwać albo reżim zmieni się na inny – w mundurach.
Autor; Roman Pleszyński





