
Zwolennicy mówią o odważnej inicjatywie. Krytycy pytają, czy to rzeczywiście projekt pokojowy, czy raczej nowa forma twardej polityki. Warto pamiętać, że mamy istniejące nadal ONZ, a samą radą Pokoju nie kieruje USA lecz osoba Donalda Trumpa.
Pierwsze spotkanie rady odbyło się w rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie. Według relacji amerykańskich mediów rozmowy miały charakter zamknięty, ale po ich zakończeniu przekazano
kilka ogólnych informacji.
Trump podkreślił, że jego celem jest „zatrzymanie wojen, a nie ich finansowanie”. Brzmi cudownie, sprawdźmy dalsze szczegóły.
W spotkaniu wziął udział sam Donald Trump oraz kilku jego najbliższych współpracowników do spraw bezpieczeństwa narodowego.
Obecni byli również byli wojskowi doradcy oraz politycy związani z Partią Republikańską. Wśród uczestników wymieniano m.in. przedstawicieli środowisk konserwatywnych odpowiedzialnych wcześniej za politykę zagraniczną USA.
Nie zaproszono natomiast przedstawicieli Partii Demokratycznej ani obecnej administracji Białego Domu. To od razu wywołało zarzuty, że inicjatywa ma bardziej charakter kampanijny niż państwowy.
Trump przekonywał jednak, że rada ma być „ponadpartyjna” i w przyszłości może zostać rozszerzona. Czy jest na to jakaś nadzieja, czy to tylko zapowiedzi? Trzeba sobie na to odpowiedzieć samemu.
Głównym tematem rozmów była wojna w Ukrainie oraz napięcia na Bliskim Wschodzie. Trump powtórzył swoją tezę, że jako prezydent byłby w stanie doprowadzić do szybkiego zawieszenia broni.
Nie przedstawił jednak szczegółowego planu, jak miałoby to wyglądać w praktyce.
Pamiętajmy, że to często powtarzane słowa najwyższego urzędnika w Białym Domu. Pojawił się też wątek kosztów amerykańskiego wsparcia wojskowego dla sojuszników.
Trump od dawna podkreśla, że Stany Zjednoczone nie powinny ponosić największego ciężaru finansowego światowych konfliktów.
W jego ocenie Europa i inne regiony powinny wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. To ta retoryka spowodowała ogromne wydatki Europy (w tym również Polski) na obronność.
Pytanie czy Rada Pokoju faktycznie zakończy jakiś konflikt czy będzie kolejną odnogą prezydenta USA do prezentowania swoich racji?





