
Od kilku lat słyszymy o testowanych samochodach autonomicznych – pojazdach, które poruszają się po ulicach bez kierowcy. Tymczasem rewolucja dzieje się też na morzu.
I to nie w laboratoriach, ale w realnym transporcie. W Norwegii od kilku lat testowany jest bezzałogowy kontenerowiec Yara Birkeland.
To projekt firmy Yara International, która produkuje nawozy i chemikalia. Statek powstał po to, by przewozić ładunki między zakładem produkcyjnym a portem.
Bez klasycznej załogi na pokładzie. To nie jest wizja z targów technologicznych. Jednostka realnie pływa i wykonuje regularne kursy. Oczywiście na razie pod nadzorem i na krótkiej trasie. Ale to już wdrożenie, a nie tylko prototyp.
Statek wyposażono w czujniki, kamery, radar i systemy nawigacyjne. Dane trafiają do centrum kontroli na lądzie. Operatorzy mogą w razie potrzeby przejąć sterowanie.
W praktyce oznacza to, że załoga nie znika całkowicie, tylko przenosi się z pokładu do biura. Dlaczego Norwegowie
inwestują w takie rozwiązania?
Chodzi o koszty i bezpieczeństwo. Utrzymanie załogi to duży wydatek. Do tego dochodzą kwestie rotacji pracowników i warunków pracy na morzu.
Kolejny raz widzimy sytuację, w której nauka nie zamiast pomagać człowiekowi próbuje go wyręczać
(dla obniżenia kosztów korporacji).
Autonomiczny statek może pływać bez przerw, bez zmęczenia i bez ryzyka błędu wynikającego z ludzkiego zmęczenia. W teorii ma to zmniejszyć liczbę wypadków.

Zwłaszcza na krótkich, powtarzalnych trasach. Taki statek nie weźmie nigdy chorobowego, nie urodzi mu się dziecko, nie będzie zmęczony. Brzmi naprawdę cudownie (dla firm transportowych).
Kolejny raz zadajemy na tym portalu pytanie- czy następna branża ma powody do obaw? Czy marynarze znikną szybciej niż kierowcy ciężarówek?
W transporcie drogowym autonomiczne pojazdy wciąż napotykają bariery prawne i techniczne. Na morzu ruch jest bardziej przewidywalny, a przestrzeń – mniej zatłoczona niż ulice miast.
Pamiętajmy jednak, że żegluga oceaniczna to coś więcej niż trasa z punktu A do B. Sztormy, awarie, nieprzewidziane sytuacje wymagają doświadczenia.
W pełni autonomiczne rejsy międzykontynentalne to wciąż
przyszłość.





