
W całej Unii udział odnawialnych źródeł energii (wiatr i słońce) w produkcji prądu po raz pierwszy przekroczył w 2025 roku 30%, wyprzedzając produkcję z paliw kopalnych, która spadła do 29%. Jednak ten „sukces” ukrywa też problemy z kosztami i stabilnością systemu.
Największym przykładam „błędu na dużą skalę” są Niemcy. Kraj ten zaczął masowe wyłączanie elektrowni jądrowych już w 2011 roku, gdy posiadał ok. 17 reaktorów, które w tamtym czasie produkowały 25% krajowej energii elektrycznej.
Dziś Niemcy są już netto importerem energii elektrycznej, ponieważ ich system OZE i energetyka konwencjonalna nie nadąża z bilansowaniem mocy.
W wyniku tej polityki u naszych zachodnich sąsiadów zużycie energii elektrycznej spadło tylko nieznacznie – o 1,1% w 2024 roku – ale kraj musi importować znacznie więcej energii niż jeszcze kilka lat temu (o 16% więcej niż w 2023 r.).
Ze względu na odejście od atomu oraz gazu i węgla, Niemcy nie tylko stali się importerem energii, ale także zaczęli szukać sposobów na „ratowanie” stabilności sieci Jednym z paradoksów jest fakt, że mimo rezygnacji z atomu Niemcy zaczęli omawiać możliwość powrotu do energii jądrowej albo jej nowoczesnych wersji, ponieważ presja na stabilność dostaw i ceny
jest ogromna.
Kanclerz Merz zrezygnował z dotychczasowej silnej opozycji wobec atomu i zgodził się, by energia jądrowa była traktowana w UE na równi z OZE.
Również powrót do węgla w różnych formach jest widoczny – nie tyle dlatego, że energetyka wraca do lat 90., ale dlatego, że przy braku zapasów z atomu i konieczności bilansowania systemu w okresach bez wiatru i słońca, elektrownie węglowe są ponownie wykorzystywane jako „rezerwowe źródło mocy”.
To przeciwieństwo pierwotnych założeń transformacji.
W skali całej UE energia jądrowa spadła z 32% w 2000 r. do 23% w 2025 r., a udział węgla spadł z 30% do 12% – dane te pokazują, jak szybko przemysł energetyczny się przekształca pod presją regulacji.

Te szybkie zmiany mają konkretny wpływ na rachunki gospodarstw domowych i przemysłu. Dane z 2024 r. pokazują, że średnia cena energii elektrycznej w UE dla przemysłu wynosiła ok. 0,20 euro/kWh, podczas gdy w USA to 0,08–0,10 euro/kWh, a w
Chinach często poniżej 0,07 euro/kWh.
W Niemczech i we Włoszech ceny przekraczały 0,25 euro/kWh. Oliwy do Ognia dolał konflikt Rosji i Ukrainy oraz powolne zrywanie kontraktów paliwowych z Rosją.
Obecna sytuacja na bliskim wschodzie jedynie pogłębia rażące błędy unijnych urzędników.
Aby nie było zbyt łatwo europejskim gospodarkom, właśnie Europa nałożyła uprawnienia do emisji CO2 na rynkach czyli ETS.
W 2023 roku opłata z tego tytułu sięgnęła do 100 euro za tonę, co bezpośrednio wpływa na rachunki za energię i koszty produkcji firm.
Skutkiem takich działań mamy pogłębiający się od lat kryzys gospodarczy w Europie, co wykorzystują Chiny, które chcą zdominować rynek elektroniczny oraz samochodowy.
Europa najpierw wygasiła swoje źródła energii, następnie nałożyła sobie kary za emisję CO2.
Warto pamiętać, że nasz kontynent odpowiada za 8% emisji CO2 względem całego świata.





