
Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać umiarkowana, krytycy ostrzegają, że to krok w stronę polityki, która może uderzyć nie tylko w najbogatszych, ale w całą gospodarkę.
Według analiz, plan zakłada wprowadzenie podatku na poziomie około 0,5% dla majątków powyżej 25 mln koron duńskich (ok. 3–4 mln dolarów), co objęłoby około 20 tysięcy najbogatszych Duńczyków .
Rząd liczy, że dzięki temu uda się zebrać nawet 6 miliardów koron rocznie (ok. 1 mld dolarów) na finansowanie reform, głównie w systemie edukacji .
Problem polega jednak na tym, że – jak wskazuje analiza – w praktyce takie podatki mogą działać znacznie bardziej agresywnie, niż sugeruje ich nominalna stawka.
W skrajnych przypadkach mogą one oznaczać sytuację, w której podatek od majątku przewyższa realne dochody z tego majątku, zmuszając właścicieli do sprzedaży aktywów tylko po to, by zapłacić państwu.
To właśnie dlatego coraz częściej pojawia się określenie „konfiskacyjny podatek majątkowy”. Nie chodzi już o redystrybucję dochodu, lecz o systemowe przejmowanie części zgromadzonego kapitału.
Niepokój budzi także kontekst polityczny. Propozycja pojawia się tuż przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 24 marca 2026 roku, co sugeruje, że może być elementem strategii wyborczej mającej przyciągnąć elektorat lewicowy.
Rząd próbuje odzyskać wyborców, którzy wcześniej odeszli po współpracy z centroprawicą, a podatek od bogatych stał się wygodnym narzędziem mobilizacji politycznej.
Jednocześnie dane pokazują, że nierówności majątkowe w Danii rzeczywiście rosną – najbogatszy 1% kontroluje już niemal 30% całego majątku, a ponad połowa bogactwa znajduje się w rękach 10% społeczeństwa . To właśnie na tej podstawie lewica uzasadnia potrzebę zmian.

Jednak przeciwnicy wskazują na zupełnie inne ryzyko. Duńska gospodarka już dziś należy do najbardziej opodatkowanych w Europie – najwyższa stawka podatku dochodowego sięga 60,5% .
Wprowadzenie dodatkowego podatku od majątku może więc doprowadzić do odpływu kapitału i przedsiębiorców.
Takie obawy nie są teoretyczne – doświadczenia Norwegii pokazują, że po podniesieniu podatków majątkowych część najbogatszych zdecydowała się opuścić kraj.
Duńscy przedsiębiorcy już ostrzegają przed skutkami. Liderzy firm takich jak Maersk czy Lego podkreślają, że nowe obciążenia mogą oznaczać mniej inwestycji, mniej miejsc pracy i spadek konkurencyjności gospodarki .
W praktyce może to uderzyć nie tylko w najbogatszych, ale w całe społeczeństwo.
Wnioski są jasne. Podatek majątkowy w Danii nie jest jedynie techniczną zmianą fiskalną.
To sygnał głębszej zmiany podejścia do gospodarki – od modelu wspierającego rozwój do modelu, który coraz częściej traktuje sukces finansowy jako problem wymagający korekty.
Pytanie brzmi, gdzie leży granica. Bo jeśli państwo zaczyna sięgać po majątek obywateli w sposób systemowy, to przestaje być jedynie regulatorem, a zaczyna stawać się współwłaścicielem ich pracy i kapitału.
A to już nie jest tylko kwestia podatków, lecz kierunku, w którym zmierza cała Europa.





