
Kluczowy zapis mówi jasno: kobieta nie popełnia przestępstwa w związku z własną ciążą – niezależnie od jej etapu.
To sformułowanie stało się centrum sporu, ponieważ – jak podkreślają krytycy – oznacza faktyczne zniesienie odpowiedzialności karnej nawet w przypadku aborcji na bardzo późnym etapie ciąży, w tym poza obowiązującym systemem medycznym.
W Wielkiej Brytanii kary za nielegalną aborcję przez wiele lat opierały się na bardzo starych przepisach, konkretnie na ustawie Offences Against the Person Act z 1861 roku.
Zgodnie z tym prawem kobieta, która dokonała nielegalnej aborcji poza systemem medycznym, mogła zostać skazana nawet na dożywocie.
Takie same konsekwencje groziły osobom pomagającym, na przykład dostarczającym środki lub przeprowadzającym zabieg poza legalnymi warunkami.
W praktyce tak surowe kary były stosowane rzadko, ale przepisy nadal obowiązywały i były podstawą do wszczynania postępowań.
W ostatnich latach pojawiły się jednak przypadki ścigania kobiet, co wywołało duże kontrowersje. Od 2020 roku odnotowano kilkadziesiąt postępowań, a część spraw trafiła do sądu.
Jednym z głośniejszych przypadków była sprawa z 2023 roku, kiedy kobieta została skazana na ponad dwa lata więzienia za przerwanie ciąży po dopuszczalnym terminie.
Legalna aborcja w Wielkiej Brytanii jest dopuszczalna do 24. tygodnia ciąży, ale tylko w określonych warunkach i za zgodą lekarzy. Po tym czasie możliwa jest jedynie w wyjątkowych sytuacjach, na przykład gdy zagrożone jest życie matki lub występują poważne wady płodu.
Kluczowe było więc rozróżnienie między aborcją legalną, przeprowadzoną w ramach systemu medycznego, a nielegalną, która odbywała się poza nim i mogła podlegać bardzo surowym karom.
Obecnie jednak system ten ma ulec zmianie. Nowe regulacje zmierzają do tego, aby kobiety nie były karane za działania związane z własną ciążą, nawet jeśli odbywają się poza formalnym systemem.
Oznacza to, że Wielka Brytania odchodzi od jednego z najbardziej restrykcyjnych modeli prawnych w Europie, w którym za nielegalną aborcję groziło nawet dożywocie, w kierunku systemu znacznie bardziej liberalnego, w którym odpowiedzialność karna kobiet jest stopniowo ograniczana.

Krytycy wskazują, że tak fundamentalna zmiana została wprowadzona bez szerokiej debaty społecznej, co rodzi pytania o jakość procesu legislacyjnego.
Formalnie nadal pozostaje dotychczasowy limit 24 tygodni dla legalnej aborcji, nadal wymagane są określone warunki i zgody lekarzy. Jednak najważniejsza zmiana dotyczy odpowiedzialności karnej: kobiety nie będą ścigane nawet wtedy, gdy przerwą ciążę poza tym systemem
W praktyce oznacza to odejście od obowiązującego od ponad 150 lat modelu opartego na przepisach z 1861 roku, które przewidywały kary za nielegalną aborcję.
„Najbardziej skrajne prawo w Europie”
Zmiany spotkały się z ostrą reakcją części środowisk społecznych i religijnych. Pojawiają się opinie, że Wielka Brytania może mieć teraz jedno z najbardziej liberalnych – a według krytyków „najbardziej skrajnych” – praw aborcyjnych na świecie.
Wskazuje się kilka głównych zagrożeń:
*rozmycie granic prawnych dotyczących ochrony życia
*możliwość wzrostu liczby aborcji na późnym etapie ciąży
*ryzyko nadużyć, presji i izolacji kobiet
*brak realnej kontroli nad procedurami poza systemem medycznym
Systemowy problem, nie tylko moralny
To jednak nie tylko spór światopoglądowy. To przede wszystkim pytanie o kierunek, w którym zmierza państwo prawa. Jeśli tak istotne zmiany mogą być wprowadzane jako poprawki do innych ustaw, bez szerokiej debaty, to pojawia się obawa, że podobne mechanizmy będą stosowane także w przyszłości.
Czy państwo nie oddaje właśnie kontroli nad jedną z najbardziej wrażliwych kwestii społecznych jakim jest ochrona życia?
To pytanie, które wykracza daleko poza Wielką Brytanię – i może okazać się kluczowe dla przyszłości całej Europy.





