
„To czarny dzień w historii Białorusi i Biełsatu. Nasi pracownicy muszą działać jak na wojnie i ponoszą konkretne straty. By przebić się z wolnym słowem, płacą swoją wolnością osobistą” – oświadczyła Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektorka Biełsat TV.
„Będę robiła wszystko co w mojej mocy, by obudzić wolny świat, także Unię Europejską, by politycy zdobyli się na realne posunięcia, a nie tylko słowa oburzenia w stosunku do tego, co dzieje się na Białorusi. Dotychczas podejmowane działania oceniam bardzo krytycznie, raczej jako udawanie i hipokryzję. Trudno tu na razie mówić o realnym nacisku na reżim. Nie jest też tajemnicą, że prawdziwym oparciem dla białoruskiej dyktatury jest Władimir Putin i również jego muszą dotyczyć oczekiwania w kwestii zmian systemowych na Białorusi. Niestety, na razie widzę, że wolny świat już się przyzwyczaja do faktu, że na Białorusi dziennikarz co jakiś czas trafia na kilkanaście dni do aresztu… Cóż – widać tak musi być. Normalka. Mam nadzieję, że dzisiejszy wyrok dwóch lat kolonii karnej dla naszych dziennikarek zmieni ten trend. Białoruś nie leży na antypodach, to nie wyspa na środku oceanu. To kraj leżący przecież w centrum Europy, nie tak daleko nie tylko od Warszawy czy Wilna, ale też niewiele dalej od Berlina” – oświadczenie dyrektorki można przeczytać na portalu belsat.eu
Oto co powiedziała Kaciaryna Andrejewa :
„Mam 27 lat, 6 z nich poświęciłam swojej ukochanej profesji – dziennikarstwu. Latem z reporterki stałam się korespondentką z miejsc konfliktu. Za każdym razem ryzykowałam w pracy nie tylko swoją wolnością, ale też zdrowiem i życiem. Dla mojej rodziny oznaczało to, że kiedyś mogę nie wrócić do domu. Mimo to szłam w samo serce wydarzeń, by pokazać je widzom. Udawało mi się unikać gumowych kul i dalej prowadzić relację, wykonywać swój zawodowy obowiązek. Moim kolegom mniej się poszczęściło. Byli kopani w brzuch, łamano im nosy, strzelano do nich z kilku metrów. I do dziś nie wszczęto żadnej sprawy karnej za przemoc wobec dziennikarzy i pokojowych demonstrantów. 11 listopada 31-letni Raman Bandarenka został zabity za to, że nie pozwolił nieznajomym zrywać biało-czerwono-białych wstążek z placu zabaw. 15 listopada ludzie oburzeni tym złem wyszli przeciw niemu zaprotestować. Wydarzenia na “Placu Zmian” pokazywałam na żywo w telewizji Biełsat. Za to wtrącono mnie za kraty na podstawie zmyślonego, sfabrykowanego aktu oskarżenia. Przedstawione w sądzie dowody w pełni świadczą o mojej niewinności. Nie organizowałam działań, które poważnie naruszają porządek, nie nakłaniałam nikogo do łamania prawa i sama nie popełniłam przestępstwa. I to jest oczywiste dla absolutnej większości obecnych na tej sali. Wysoki Sądzie, wydaje mi się, że najczęściej do tej klatki trafiają ludzie, którzy doznali życiowego fiaska. Ale dziś tak nie jest. Ja mam młodość, ukochany zawód, sukcesy, sławę i najważniejsze – czyste sumienie. I swoje siły chcę skierować wyłącznie na służbę Białorusi. Białorusi, w której nie będzie miejsca dla represji politycznych, gdzie nie będzie prześladowań za rzetelne dziennikarstwo, za prawdę. Ja nie proszę, ja żądam uniewinnienia i uwolnienia mnie i moich kolegów. Wolność dla Darii Czulcowej, Wolność dla Kaciaryny Barysiewicz. Wolność dla Ihara Łosika. Wolność dla Ałły Szarko. Wolność dla Julii Słuckiej i dla setek więźniów politycznych. Dziękuję.”
Obie dziennikarki spędziły w areszcie ponad 90 dni. Czas ten ma zostać zaliczony na poczet wymierzonej kary. Wszystkie „dowody zbrodni” w postaci notatek dziennikarskich mają zostać zniszczone a kamery skonfiskowane na rzecz państwa.
Kaciaryna Andrejewa i Daria Czulcowa w czasie rozprawy sądowej były trzymane i traktowane jak groźni przestępcy w metalowej klatce. Obrońcy praw człowieka uznali kobiety na więźniów politycznych.
Autor; POKOLENIEX
zdjęcie; belsat
______________________________





