
Zacznijmy od faktów. 30 marca 2026 roku Izraelski parlament przyjął ustawę stosunkiem głosów 62 do 48. Nowe prawo przewiduje karę śmierci – przez powieszenie – dla osób skazanych za zamachy terrorystyczne skutkujące śmiercią.
Wyrok ma być wykonany w ciągu 90 dni, bez możliwości ułaskawienia. Brzmi surowo? Owszem. Ale dopiero szczegóły pokazują, dlaczego sprawa budzi tak ogromne kontrowersje.
Ustawa w praktyce dotyczy Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu, którzy podlegają sądom wojskowym.
Izraelskie media i eksperci prawni wprost wskazują, że przepisy zostały skonstruowane tak, by nie obejmowały obywateli Izraela, w tym żydowskich osadników.
Krótko mówiąc: to nie jest uniwersalne prawo karne. To prawo selektywne.
Reakcja świata?
Tu zaczyna się prawdziwy spektakl. Francja, Niemcy, Włochy i Wielka Brytania wyraziły „głębokie zaniepokojenie”, a Komisja Europejska mówi o „negatywnym trendzie”.
Polskie MSZ poszło dalej, nazywając sprawę „całkowicie niedopuszczalną”. Osiem państw muzułmańskich – od Turcji po Arabię Saudyjską – również potępiło ustawę, ostrzegając przed eskalacją napięć.
A Stany Zjednoczone? Tu zapada cisza, przerywana jedynie dyplomatycznym komunikatem: Waszyngton „szanuje suwerenne prawo Izraela do ustanawiania własnych przepisów”.
I w tym miejscu zaczyna się ironia całej sytuacji. Europa, która potrafi godzinami debatować o praworządności w krajach członkowskich, nagle ogranicza się do komunikatów.
Stany Zjednoczone, które lubią pouczać świat o demokracji wybierają powściągliwość.
Teraz trochę o liczbach. Izrael liczy około 9,7 miliona mieszkańców, z czego ponad 2 miliony to Arabowie. Na Zachodnim Brzegu mieszka około 3 milionów Palestyńczyków, którzy podlegają innemu systemowi prawnemu niż izraelscy obywatele.
Dwa systemy, dwa standardy, jedno państwo mające kontrolę. Nowa ustawa wpisuje się w szerszy trend.
Już wcześniej kara śmierci w Izraelu była możliwa tylko w wyjątkowych przypadkach – od 1948 roku wykonano ją zaledwie dwa razy.
Teraz ma stać się realnym narzędziem polityki bezpieczeństwa. Zwolennicy mówią o elemencie odstraszania. Krytycy odpowiadają: dyskryminacja i eskalacja konfliktu.
W świecie, gdzie jedne państwa mogą więcej, a inne mniej, prawo przestaje być uniwersalne. Staje się narzędziem – czasem bezpieczeństwa, czasem polityki.





