25 marca 2021

Kultura prowadzenia polemiki w tym kraju nigdy nie stała na wysokim poziomie

I przekonuję się o tym za każdym razem, gdy pojawia się jakikolwiek temat, który internauci uznają za wart skomentowania. Szkoły nigdy nie uczyły retoryki i finezji wymiany poglądów. Media od lat serwują nam debaty ludzi z pierwszych stron gazet, którzy udowadniają, że każdy może zostać politykiem - nawet prezydentem - i nie myślę teraz jedynie o aktualnym, jaśnie nam panującym.

I tak, na przykład, kiedy napisałem kiedyś tekst o regułach rządzących ewolucją Wszechświata, odezwał się ktoś, kto koniecznie chciał pod tym artykułem rozliczyć się z dyktaturą Kaczyńskiego. Historia antyczna i to odległej Mezopotamii, też daje okazję do nawiązania emocjonalnej dyskusji na temat lewactwa i jego związków z pedałami i innymi odchyleńcami.

Nazywano mnie jeszcze semickim kmiotem, ateistyczną mendą i różnie podobnie. IPN-oskim pachołkiem zostałem po publikacji czysto historycznych rozważań na temat skutków wkraczania na obszary Rzeczypospolitej Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej. Teraz króluje temat wirusa. Z grubsza, powstały dwa obozy silnie zwalczające się nawzajem.

W obu pełno jest radykałów, którzy bez wahania zastosują wszelkie środki perswazji, znane powszechnie, jako wulgaryzmy oraz mniej albo bardziej subtelne aluzje do intelektualnego upośledzenia rozmówcy. W ciągu zaledwie kilku dni określono mnie jako foliarza, oszołoma, spiskowca, egoistę, kłamcę, płaskoziemca, debila, zarozumialca, idiotę (przez „j” notabene) … o czymś zapomniałem?

Chciałbym dzisiaj odnieść się do jednego z tych epitetów – szczególnie chętnie używanego przez wielu, wielu ziomków. Płaskoziemiec. Tysiące, a może już miliony ludzi, obrzuca tą obelgą swoich adwersarzy, głównie tych, którzy mają inne zdanie na temat skutków odkrycia kolejnego, już siódmego koronawirusa SarsCov2.

Zapewne większość z nich, jeżeli nie wszyscy, uważa się za inteligentnych powyżej przeciętnej, co nawiasem mówiąc jest w praktyce nieosiągalne, bo tego rodzaju trendy podlegają klasycznej krzywej Gaussa – więc inteligentnych ponad przeciętną mamy jedynie kilka procent, ale nie chcę tego rozwijać, bo jeszcze upewnię się, że ja sam jednak nie znalazłem się w tej nielicznej mniejszości – kto wie.

Bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie, jak ludzie uważający się za inteligentnych, mogą na podstawie jednostkowej opinii na jakikolwiek temat uznać drugą osobę, zupełnie im nieznaną, za godną najwyższej pogardy i obrzucić ją obelgami nie siląc się na najmniejszą refleksję nad swoim tokiem rozumowania.

Załóżmy, że dane na temat pandemii lansowane w głównych mediach są wiarygodne, wątpliwości mniejszości nieuzasadnione, opinie naukowców niekiedy sprzeczne, ale w zasadzie w większości zgodne – jak na przykład dr Grzesiowskiego, który generalnie zgadza się, ale czasami pozwala sobie na lekką nutkę krytyki rządowych ekspertów, po której zapewne czuje się dumny, jak 12 letni powstaniec warszawski, który przed chwilą podpalił butelką benzyny niemiecki czołg.

Załóżmy, że wszyscy sceptycy są w błędzie, wliczając w to naprawdę wybitne postacie nauki, w dodatku ściśle powiązane specjalizacjami z omawianymi tematami. Nikt nie jest nieomylny i odporny na błędy. Biorę więc pod uwagę czarny scenariusz: moje wnioski, a zwłaszcza wnioski tych, na których się powołuję, mimo starań o to, aby były w zgodzie z zasadami rzetelnej argumentacji, podpartej odpowiednimi danymi lub faktami, jednak okazują się błędne – ponieważ udało się odnaleźć cudowny sposób na weryfikację opinii każdej ze stron. Mówi się trudno – nie miałem racji.

Przeciwnicy triumfują: „No i co, foliarzu, płaskoziemco, tumanie jeden, mówiliśmy, ale nie słuchałeś”. Zadam w związku z tym pytanie, skierowane do wielu osób, które bezkrytycznie stosują takie płaskie i ordynarne epitety. Jak to możliwe, że człowiek, który nie ma racji co do skutków odkrycia nowego koronawirusa, automatycznie nie ma też racji co do kształtu, jaki przybrała nasza planeta krążąc wokół Słońca?

Czy człowiek, który nie ma pojęcia o mikrobiologii, nie może dobrze się orientować w zagadnieniach związanych z astronomią? Czy mechanik samochodowy automatycznie nie jest w stanie zaznajomić się dogłębnie z twórczością Flauberta albo Hemingwaya? Jakże tu blisko do powszechnie przykładanej etykiety, że żarliwie wierzący są mniej inteligentni czy nawet głupsi, bo w XXI wieku wierzą w jakieś byty nadprzyrodzone. Jedno nie wyklucza drugiego.

Spotykam ludzi mądrych, intelektualnie ukształtowanych, którzy takimi religijnymi deklaracjami w żaden sposób nie deprecjonują swojej wartości. Zapewne mylą się co do tezy o istnieniu Boga, tak jak my wszyscy mylimy się w wielu innych przypadkach, z jakimi konfrontujemy się przez całe życie. Prawdy i mity na tematy podlegające ostrym reakcjom emocjonalnym dużej części społeczeństwa nigdy nie znajdą konsensusu, bo ludzie kształtują swoje poglądy przez lata i w różnych środowiskach, a wpływ na przekonania ma silne związki z indywidualnymi cechami osobowości.

Dlatego nie wolno ot tak pochopnie pozbawiać drugiego człowieka prawa do wyrażania własnych poglądów lub bliskich mu poglądów innych ludzi, nawet, jeżeli większość jest święcie przekonana, że racja jest po jej stronie.

Społeczna presja granicząca z wykluczeniem poza nawias, w imieniu idei, która budowana jest na bardzo powierzchownych podstawach i całkowicie nieprzewidywalnych efektach w przyszłości, pozwala na dumne i szczere wyrażenie własnego sprzeciwu, choćby w imię nieuzasadnionej i nachalnej ingerencji w świat wolności osobistych. Nigdy nie dostałem zadowalającej odpowiedzi na pytanie: A co jeśli się mylicie?

Autor; Roman Pleszyński